Iza Raczkowska

Antaranga joga. Czym jest joga wewnętrzna i dlaczego nie kończy się na asanach?

Poznaj bogactwo technik medytacyjnych, pracy z dźwiękiem oraz uważnością, które przenoszą doświadczenie z maty bezpośrednio do codziennego życia. Odkryj, jak przejść od kontroli ciała do głębokiego spokoju umysłu i stać się bardziej obecnym w otaczającym świecie.

Kiedy dzisiaj mówimy „joga”, najczęściej myślimy o ciele. O macie. Asanach. Elastyczności. Ruchu. Czasem o oddechu.

A przecież w pewnym momencie klasyczna joga robi coś niezwykle ciekawego: przestaje zajmować się przede wszystkim tym, co robimy z ciałem, i zaczyna pytać, co dzieje się z człowiekiem, kiedy ciało przestaje być najważniejszym przedmiotem praktyki.

Co robisz ze swoją uwagą?
Czy potrafisz nią kierować?
A czy każda myśl musi Cię zabrać ze sobą?
Czy każdy bodziec wymaga reakcji?
A czy umiesz pozostać przy własnym doświadczeniu bez natychmiastowej potrzeby zmieniania go?

W tym miejscu zaczyna się joga wewnętrzna. Antaranga. I właśnie ten obszar jogi interesuje mnie od lat najbardziej.

Co oznacza antaranga?

Sanskryckie słowo antaranga można rozumieć jako „wewnętrzny”, „należący do wnętrza”, „wewnętrzny człon”.

W klasycznej ośmiostopniowej ścieżce jogi Patańdżalego praktyka prowadzi przez osiem anga, czyli członów: yama, niyama, asana, pranayama, pratyahara, dharana, dhyana i samadhi.

Pierwsze etapy porządkują sposób życia, relację z ciałem i oddechem. Potem następuje niezwykle istotny moment: kierunek praktyki zaczyna się odwracać.

Z zewnątrz do wewnątrz.

Pratyahara, wycofanie zmysłów i uwagi z nieustannego podążania za bodźcami, tworzy pomost pomiędzy praktyką bardziej zewnętrzną a wewnętrzną. W ścisłym ujęciu Patańdżalego trzy kolejne człony, dharana, dhyana i samadhi, tworzą właściwy rdzeń antaranga jogi.

To koncentracja, medytacja i coraz głębsze pochłonięcie przedmiotem medytacji.

Ale zanim zabrzmi to jak coś dostępnego wyłącznie ludziom siedzącym godzinami w klasztorach, warto zobaczyć, jak bardzo współczesny jest problem, na który odpowiada ta stara praktyka.

Joga wewnętrzna w świecie, który nieustannie walczy o naszą uwagę.

Nigdy wcześniej tak wiele rzeczy jednocześnie nie próbowało dostać się do naszego umysłu.

antaranga joga

Telefon. Wiadomości. Obrazy. Powiadomienia. Reklamy. Podcasty. Muzyka. Informacje. Cudze życie oglądane na ekranie.

Do tego własne myśli, wspomnienia, plany, lęki, zadania i nieustanny wewnętrzny komentarz.

Żyjemy w kulturze, która nauczyła się monetyzować uwagę. A uwaga nie jest niewyczerpanym zasobem.

Dlatego dla mnie antaranga nie jest archeologicznym zabytkiem dawnej jogi. Jest jedną z najbardziej aktualnych odpowiedzi na sposób, w jaki dzisiaj żyjemy.

Bo joga wewnętrzna jest w ogromnej mierze praktyką odzyskiwania własnej uwagi.

Nie chodzi o odcięcie się od świata. Chodzi o odzyskanie wyboru wobec tego, co dzieje się w świecie i w nas samych.

Dlaczego asana nie jest końcem jogi?

Praktykuję jogę od ponad trzydziestu lat i coraz mocniej widzę, że ciało jest niezwykle ważną bramą. Ale brama nie jest miejscem, w którym trzeba zostać.

Asana uczy nas znacznie więcej niż wykonywania pozycji. Na macie spotykamy własną ambicję, niecierpliwość, potrzebę kontroli, porównywanie się, lęk, wysiłek, dyskomfort.

Dlatego ciało może stać się pierwszym laboratorium świadomości. Z czasem jednak praktyka prowadzi dalej.

  • od ciała do oddechu
  • od oddechu do zmysłów
  • od zmysłów do uwagi
  • od uwagi do obserwacji umysłu

I właśnie ten ruch interesuje mnie najbardziej.

Nie chodzi o porzucenie asan. Chodzi o zobaczenie ich właściwego miejsca w większym systemie.

Joga nie kończy się wtedy, kiedy ciało staje się sprawniejsze. W pewnym sensie dopiero wtedy zaczyna zadawać najciekawsze pytania.

Pratyahara. Zanim zaczniesz medytować, naucz się nie podążać.

Pratyahara jest jednym z najbardziej fascynujących i jednocześnie najmniej obecnych elementów współczesnej jogi.

Najczęściej tłumaczy się ją jako „wycofanie zmysłów”. To określenie jest poprawne, ale dla współczesnego człowieka wymaga dopowiedzenia.

Nie chodzi o to, żeby przestać widzieć, słyszeć i czuć.
Chodzi o zmianę relacji z bodźcem.
Telefon wibruje.
Nie muszę natychmiast sprawdzać.
Pojawia się myśl.
Nie muszę za nią iść.
Pojawia się nieprzyjemne odczucie.
Nie muszę od razu go usuwać.
Pojawia się impuls.
Pomiędzy impulsem a działaniem zaczyna powstawać przestrzeń.
I ta przestrzeń jest czymś ogromnym.
Bo właśnie tam pojawia się wybór.

Dlatego podczas moich praktyk antarangi tak dużo pracuję z pratyaharą, świadomością ciała, oddechem, dźwiękiem i stopniowym kierowaniem uwagi do wewnątrz.

Nie da się sensownie pracować z koncentracją, jeśli każda rzecz, która pojawia się w polu świadomości, natychmiast nas ze sobą zabiera.

ciało

Dharana. Koncentracja nie oznacza, że umysł przestaje uciekać.

Kolejnym etapem jest dharana, czyli koncentracja. I tutaj pojawia się jedno z największych nieporozumień dotyczących medytacji.

Ludzie często mówią mi:
„Nie potrafię medytować, bo ciągle myślę”.
Albo:
„Nie umiem się skoncentrować, mój umysł cały czas gdzieś ucieka”.

Tylko że uciekający umysł nie oznacza nieudanej praktyki. Dharana nie polega na tym, że przykuwamy uwagę do jednego miejsca i już nigdy jej nie tracimy.

W praktyce wygląda to znacznie bardziej zwyczajnie.
Wybieram przedmiot koncentracji: oddech, dźwięk, mantrę, punkt w ciele, obraz, przestrzeń.
Pozostaję przy nim.
Uwaga odpływa.
Widzę to.
Wracam.
I znowu.
Dharana jest sztuką powracania.
Nie idealnego skupienia.
Powracania.

To fundamentalna różnica, bo odbiera medytacji przemoc. Nie muszę pokonać własnego umysłu. Zaczynam go poznawać.

Dhyana. Medytacji nie da się wymusić.

Dharana prowadzi do dhyany.

Te dwa pojęcia często tłumaczymy jednym słowem „medytacja”, ale klasyczna joga rozróżnia je bardzo precyzyjnie.

Dharana oznacza kierowanie i utrzymywanie uwagi. Dhyana pojawia się wtedy, kiedy jej przepływ staje się coraz bardziej ciągły.

Coraz mniej trzeba robić. To bardzo ważne.

Medytacja nie jest kolejnym zadaniem do wykonania.

Nie siadamy po to, żeby siłą wyłączyć myśli, osiągnąć pustkę albo wytworzyć w sobie spokój.

Kiedy człowiek po raz pierwszy naprawdę zatrzymuje się i zaczyna obserwować umysł, często wcale nie znajduje ciszy.
Znajduje hałas.
Myśli. Obrazy. Wspomnienia. Napięcie. Niepokój. Planowanie. Ocenianie.
I dochodzi do wniosku, że medytacja mu nie wychodzi.
Tymczasem wydarzyło się coś znacznie ciekawszego.

Po raz pierwszy usłyszał to, co przez cały czas było w środku.

Medytacja nie stworzyła tego chaosu.
Ona go odsłoniła.
I od tego zaczyna się prawdziwa praktyka.

A czym jest samadhi?

Samadhi jest ósmym członem ścieżki Patańdżalego i pojęciem, którego nie warto upraszczać do „głębokiego relaksu”, „błogości” czy szczególnie udanej medytacji.

  • w Jogasutrach dharana, dhyana i samadhi tworzą ciąg coraz głębszej relacji świadomości z przedmiotem skupienia
  • w dharanie utrzymujemy uwagę
  • w dhyanie jej przepływ staje się ciągły
  • w samadhi zwykłe poczucie „ja medytuję nad czymś” zaczyna ustępować samemu doświadczeniu

To już obszar klasycznej filozofii i soteriologii jogi, znacznie szerszy niż współczesne rozumienie medytacji jako metody redukcji stresu.

I warto tę różnicę zachować.

Bo joga powstała nie tylko po to, żeby człowiek czuł się trochę lepiej.

Stawiała pytanie znacznie bardziej radykalne: czy człowiek potrafi przestać być całkowicie zależny od własnych automatyzmów?

joga wewnętrzna

Nie lubię na siłę udowadniać starożytnych systemów współczesną nauką.

Patańdżali nie znał neuronów, sieci domyślnej mózgu ani zmienności rytmu serca. Współczesna neurobiologia nie jest też nową wersją filozofii jogi.

Możemy jednak dostrzec interesujące punkty spotkania.

Badania nad medytacją i treningiem uważności pokazują, że regularna praktyka wiąże się z procesami dotyczącymi regulacji uwagi, świadomości własnego doświadczenia i regulacji emocjonalnej.

Z kolei sposób oddychania pozostaje w ścisłej relacji z pobudzeniem autonomicznego układu nerwowego.

Dlatego w moim sposobie uczenia antarangi nie oddzielam umysłu od ciała.

  • pracujemy z ciałem
  • pracujemy z oddechem
  • pracujemy ze zmysłami
  • pracujemy z uwagą

A dopiero potem wchodzimy głębiej w praktyki koncentracyjne i medytacyjne.

Nie dlatego, że istnieje jeden magiczny schemat prowadzący każdego człowieka do spokoju. Dlatego, że człowiek jest całością.

Antaranga nie oznacza jednej medytacji.

To również ważne: joga wewnętrzna nie jest nazwą jednej techniki. Istnieje ogromne bogactwo praktyk pozwalających doświadczać kolejnych etapów kierowania uwagi do wewnątrz.

W praktykach, które prowadzę dla PortalYogi, będziemy przechodzić tę drogę na różne sposoby.

Pojawi się Kaya Sthairyam, czyli praktyka bezruchu i stabilności ciała.

Będzie Yoga Nidra, prowadząca uwagę przez ciało i kolejne warstwy doświadczenia.

Będziemy pracować z ruchem dłoni, oddechem i świadomością, sprawdzając, co dzieje się z umysłem, kiedy ruch staje się przedmiotem pełnej uwagi.

Pojawi się Nada Yoga, czyli praca z dźwiękiem i słuchaniem.

Będzie Ajapa Japa So Ham, w której naturalny rytm oddechu spotyka się z mantrą i świadomością.

Wejdziemy w Antar Mouna, praktykę obserwacji wewnętrznej ciszy i zawartości umysłu.

Będziemy pracować z Chidakasha Dharana, kierując uwagę ku wewnętrznej przestrzeni świadomości.

I wreszcie z Drashta / Sakshi Bhava, perspektywą świadka, w której uczymy się obserwować doświadczenie bez natychmiastowego utożsamiania się z każdą jego treścią.

Te praktyki różnią się od siebie.

Łączy je jedno: nie pytają wyłącznie, co potrafi zrobić Twoje ciało. Pytają, co potrafisz zobaczyć, kiedy przestajesz od siebie uciekać.

oddech

Czy antaranga jest dla początkujących?

Tak.

Nie trzeba umieć siedzieć godzinę w lotosie; nie trzeba zatrzymywać myśli; nie trzeba mieć doświadczenia medytacyjnego.

Właściwie najlepiej zacząć bez wyobrażenia o tym, jak „powinna” wyglądać medytacja.

Bo joga wewnętrzna nie zaczyna się od osiągnięcia szczególnego stanu.

Zaczyna się od zauważenia tego, co jest.

Ciała.
Oddechu.
Dźwięku.
Myśli.
Reakcji.
Impulsu.
Rozproszenia.
I powrotu.
Potem jeszcze jednego.

Dlaczego właśnie teraz potrzebujemy jogi wewnętrznej?

Przez lata obserwowałam, jak joga na Zachodzie coraz bardziej doskonali ciało. Mamy lepszą wiedzę o anatomii. Biomechanice. Powięzi. Ruchu. Regeneracji. To ogromna wartość.

A jednocześnie żyjemy coraz bardziej rozproszeni.

Potrafimy przez godzinę świadomie ustawiać ciało w asanach, a chwilę później automatycznie sięgać po telefon; potrafimy wykonywać skomplikowane pozycje, ale nie potrafimy przez dziesięć minut niczego nie robić; potrafimy kontrolować ciało, ale często nie umiemy pozostać z jedną myślą, jednym oddechem, jedną chwilą.

Dlatego interesuje mnie dzisiaj przede wszystkim pytanie: co jest dalej?

Co znajduje się za asaną? Co dzieje się, kiedy joga przestaje być przede wszystkim praktyką ciała i zaczyna stawać się praktyką świadomości?

Właśnie tam zaczyna się moja praca z antarangą.

Po latach praktyki coraz mniej interesuje mnie joga jako osiąganie kolejnych rzeczy. Bardziej interesuje mnie joga jako odejmowanie.

  • mniej napięcia
  • mniej automatycznej reakcji
  • mniej przymusu odpowiadania na każdy bodziec
  • mniej utożsamienia z każdą myślą
  • mniej uciekania od tego, co niewygodne

Nie po to, żeby stać się człowiekiem zawsze spokojnym. Taki człowiek nie istnieje.

Chodzi o coś znacznie prawdziwszego: żeby coraz częściej wiedzieć, co właśnie dzieje się we mnie, zanim automatycznie za tym pójdę.

Dla mnie właśnie tutaj joga przestaje być czymś, co robimy przez godzinę. Zaczyna stawać się sposobem bycia.

I dlatego antaranga jest dzisiaj centrum mojej pracy. Nie uczę medytacji po to, żeby człowiek lepiej odcinał się od życia. Uczę jej po to, żeby potrafił być w nim bardziej obecny.

Bo ostatecznie joga wewnętrzna nie polega na tym, żeby zamknąć oczy i zniknąć ze świata. Polega na tym, żeby otworzyć je później i zobaczyć ten sam świat trochę mniej automatycznie.


Dołącz do PortalYogi – Studio Jogi Online. Praktykuj, ucz się i doświadczaj w domu lub w podróży. Największe studio online w Polsce w Twoim komputerze lub telefonie. Znajdziesz u nas najlepszych nauczycieli w jednym miejscu. Korzystaj kiedy chcesz i gdzie ci wygodnie! Jesteśmy dla Ciebie 24/7.

Iza Raczkowska

joginka, nauczycielka

Założycielka Studia Jogi Izabeli Raczkowskiej w Gliwicach. Iza ukończyła kursy fizykoterapii i czerpała nauki z różnych nurtów jogi (między innymi Ashtanga Vinyasa Joga i Vinyasa Krama), aby swoją własną praktykę osadzić gdzieś „pomiędzy” nimi. Od lat jest wegetarianką i pasjonatką zdrowej kuchni. Szczerze pasjonuje się zdrowym odżywianiem, ziołolecznictwem i medycyną naturalną.

Polecamy

Artykuły, które mogą Ci się spodobać.

decor